wtorek, 16 maja 2017

#45 Coś się kończy coś się zaczyna / Spowiedź.


“Choose a life. Choose a job. Choose a career. Choose a family. Choose a fucking big television. Choose washing machines, cars, compact disc players and electrical tin openers... Choose DSY and wondering who the fuck you are on a Sunday morning. Choose sitting on that couch watching mind-numbing, spirit crushing game shows, stucking junk food into your mouth. Choose rotting away in the end of it all, pishing your last in a miserable home, nothing more than an embarrassment to the selfish, fucked up brats you spawned to replace yourself, choose your future. Choose life... But why would I want to do a thing like that?” 



Wczoraj napisałam bardzo długi post i go usunęłam. Jednak na końcu widniało zdanie ' Proszę doradźcie mi.. Co mam zrobić.. Chcę być silna.. Chcę i nie chcę'. Ale po co prosiłam o radę skoro dobrze wiedziałam co mam zrobić ? I robię to teraz. Siłę znalazłam w sobie.

Nie ma tradycyjnie bilansu. Nie ma i już ich nie będzie.
Nie odchodzę, ale obawiam się, że odejść mi się zachcę.
Taki jest tytuł jednego z moich wierszy, który kiedyś napisałam.
Teraz już nie piszę wierszy, piszę posty na blogu.
To znaczy pisałam. Wracam do wierszy. Wracam do życia.
Oglądałyście może trainspotting ? Bardzo ciekawy film o uzależnieniach i przede wszystkim o wpływie innych osób na rozwijanie się złych zachowań. Czy to spoiler, nie wiem, ale pod koniec filmu główny bohater powiedział 'choose life'.  Tutaj jest link do tej końcowej sceny z której pochodzi powyższy cytat (przepraszam za brak polskiego tłumaczenia ale to z wiki było tak beznadziejne. Wgl inne cytaty z tego filmu są też super.). To jak dla mnie magiczne 4 minuty. Ta piosenka w tle, jego słowa. Cudo. Zostawił swoich znajomych w niedoli i samolubnie wybrał siebie. I też to robię. W tym momencie się z wami żegnam.

To miejsce nie było jakimś tam blogiem, było kawałkiem mojej duszy. Starałam się wiernie towarzyszyć wam w waszych zmaganiach, sama dzieląc się swoimi spostrzeżeniami na różnorakie tematy. Polubiłam was. Nawet bardzo, zwłaszcza dziewczyny z GG z którymi rozmawiamy na codzienne tematy.
Tylko czegoś zaczęło mi brakować. Zaczęłam czuć się ograniczona. Inna ?
Zaczęłam porównywać się do innych dziewczyn. Zaczęłam patrzeć na swój cel i myśleć 'Pff co to jest! Będę dalej gruba'. Zaczęłam źle się czuć i chciałam na siłę zaniżyć swoje bilanse mimo, że logika podpowiadała mi całkiem co innego. Negatywne posty zaczęły mnie przytłaczać. O ile zawsze starałam się służyć radą, pocieszać i pisać coś pozytywnego to i tak czułam, że to nic nie daję. Że to miejsce zawsze będzie trochę mroczne, trochę wypełnione smutkiem i żalem. To miejsce zaczęło negatywnie na mnie wpływać, na mój umysł. Starałam się być zawsze pozytywna i liczyłam, że zarażę tym innych. Nie, nie udawałam tego, mój optymizm był jak najbardziej prawdziwy. Tylko zaczął powoli znikać. Zaczęłam dużo go oddawać.

Ostatnio nie jest u mnie najlepiej, staram się być silna ale co jakiś czas 'demony' przeszłości dają o sobie znać. Jednak nauczyłam się być silną. Wypracowałam to w sobie.
Opiekuję się sobą i nad sobą czuwam. I wiem, że sytuacje jak te to idealny moment by Ona, pani na A. się mną zaopiekowała. Objęła mnie swoją iluzją. A ja nie chcę. Wiem, że zostając tu to by się rozwijało. Znów, O., wybierz życie.


Mam 20 lat. Całe życie przede mną. Nie mam nawet nikogo kto by się mną zajął gdybym nie daj boże znów zachorowała (mówię zachorowała bo chodzi mi o poważne zaburzenia odżywiania na które mnie leczono a nie jakieś tam odchudzanie i pro ana). Jest tyle rzeczy które mnie w tym świecie czeka. Tyle dróg którymi mogę iść. A waga ? Fakt chcę schudnąć te 3kg ale będę jeść więcej. Nawet po 1400-1600 kcal. I nie chcę czuć się z tym źle.
Pewnie myślicie sobie, że jestem słaba. Przyznajcie gdzieś tam w duchu myślicie, że się poddaję. Że teraz to pewnie skasuję bloga i zacznie się obżerać a za 2 tygodnie wrócę skruszona. Pewnie myślicie że będę wyglądać n o r m a l n i e czy z d r o w o, a wy będziecie miały swoje piękne kości. No cóż najwyżej. Choć nie chcę was oceniać.

Chcę normalnie funkcjonować, uczyć się, kochać, bawić.
Tak naprawdę dopiero teraz mogę. Dopiero teraz jestem w pięknym mieście na P. realizując się w tym co chcę robić, z właściwym mężczyzną u boku. Oddzielona od toksycznych rodziców.

Wyspowiadam się wam. Nie po to byście mi współczuły tylko widziały, że ze wszystkiego można wyjść i ze wszystkim sobie można poradzić i się pozbierać. Siła jest w was. Nie spotkałam żadnej osoby która by mnie wsparła i ze mną była.
Moje dzieciństwo ? Izolacja, presja na naukę. Nie miałam prawie żadnych znajomych. Alkoholizm w rodzinie, ciągle kłótnie rodziców. Ich pracoholizm, zero bliskości i ciepła. Od 14 roku życia pracowałam w każde wakacje u nich w firmie, już we wczesnym wieku brałam odpowiedzialność za innych pracowników. Nieustanne obrażanie nazywanie 'głupszą od psa'. Brzmi jeszcze nie tak strasznie? Ok lecimy dalej. Później przez kilka lat molestowanie seksualne przez kogoś z dalszej rodziny, kogoś kogo zawsze głośno chwalono przy stole ze względu na jego sukcesy. Później spowodowany tym wstyd i anoreksja od 14 roku życia. Później bulimia która zniszczyła moje zdrowie i do dzisiaj to odczuwam, słabe zniszczone zęby, żołądek który często boli, zgaga, problemy z zaparciami przez lewatywy i przeczyszczacze. Depresja, leki, smutek, pustka. Samookaleczanie, głębokie blizny, które będą mnie szpecić do końca życia. I cały czas zero wsparcia i słuchanie, że to wszystko jest w mojej głowie. Później złe towarzystwo, alkohole i wykorzystywanie. Zagubienie. Starsi mężczyźni dla których byłam zabawką a ja spragniona podziwu szłam do nich. Wykorzystanie. Zmuszanie. W końcu gwałt.
I wtedy nastąpiło przebudzenie. Wzięłam się w garść. Przewartościowałam wszystko. Przypięłam sobie metkę zwyciężczyni i stwierdziłam, że jak to wszystko przeżyłam i dalej jestem, istnieję, to jestem kurde silna. I tyle. Nieważnie jak narcystycznie czy żałośnie to brzmi. Widocznie Bozia mnie chciała zahartować. Widocznie tak miało być. Ważne że teraz jest inaczej, i sama do tego doprowadziłam. I może być tylko lepiej. U was też może być.

No i tyle. Wyrzuciłam to z siebie.

Większość z was to kochane ciepłe osóbki, z którymi mam nadzieje będę mogła dalej pogadać np. na GG. Wszystkie jesteście wyjątkowe i cudowne. Można inaczej. Starałam się to udowodnić. Jedząc między 900-1300 kcal schudłam tutaj 9-10kg. Dieta nie była ciężka, pierwszy raz od lat była ona tylko procesem. Ale od niedawna zaczęła być moim priorytetem, kraść mi czas i spędzać sen z powiek. Ano, nie złapiesz mnie. Czuję Twój oddech na swoich plecach choć jeszcze nie słyszę Twoich słów. Kusisz mnie teraz gdy jestem samotna i smutna. Ale ja się nie dam. Twoje obietnice są cudowne, chciałabyś zbudować klatkę z kości dla mojej duszy. Tylko, że moja dusza chcę być wolna.
Chcę wprowadzać blask gdziekolwiek wejdę, chcę mieć siłę i zapał. I wieczny uśmiech na ustach. Chcę odnosić sukcesy. Moje ciało to czysta biologia. I tyle. Komórki, mięśnie, tłuszcz też. I z tego wszystkiego składa się też mój mózg. I on jest od dzisiaj najważniejszą częścią mojego ciała.

Ano, wybieram życie. 

Buziaki dziewczyny.

niedziela, 14 maja 2017

#44 Co tu się narobiło

Hej maluszki :)

Wczoraj:
  • koktajl owocowy
  • curry(bataty,cieciorka,warzywa) z sałatką
  • wasy z jajkiem sadzonym i awokado
  • jabłko
  • daktylowy batonik z biedry
  • trochę masła orzechowego
  • kilka kęsów pączka 
  • 2 kawałki pizzy z serem
  • lód 
sport: ABS challenge, rower 10km, krokomierz 13tys kroków
kcal: 1800/1100


i dziś:
  • sałatka z soczewicą
  • 3 paluszki warzywne z piekarnika
  • 2 lody 
sport:  ABS challenge, 8 tys kroków 
kcal: 750/1300


Czasami patrząc na swój bilans podczas przepisywania go na bloga i czuję się jakbym biegła wokół stadionu trzymając znicz olimpijski w dłoni. Niestety dzisiaj czuję się raczej jak syn marnotrawny z ciężkim bagażem na plecach powracający pełny skruchy do domu. Niestety.
Byłam na konferencji. Podobało mi się. Miałam napisać więcej ale przełożę to na inny dzień. Dzisiaj trochę boli mnie żołądek po wczorajszej pizzy. Boli mnie serce bo dzisiejszej rozmowie. Bolą mnie oczy od płaczu. Ale usiadłam na tyłku, popijam swoją kawę (kawa o 20 zwiastuję udany wieczór), szykuję się na rozmowę z pseudo rodzicami na skype. No to zaczynamy.


Czemu wczorajszy bilans wygląda tak a nie inaczej? Bo tak zdecydowałam. Chociaż tyle mogę dodać, że to nie był spontaniczny napad. Zmęczona ciągłym głodem, zmęczona nie możnością nacieszenia się czymkolwiek postanowiłam to zrobić. Zjeść. Dużo. Nie zdrowych rzeczy. Usiąść. Nie martwić się. Oczywiście i tak się martwiłam. Co mi to dało? Liczę, że przyniesie mi to umiar i większą kontrolę. Tak jak dzisiaj, zjadłam już o wiele mniej niż mogłam.
Ostatnio moje bilanse są bardzo długie. Ciągle widnieją w nich słowa typu 'trochę' 'kilka' 'gryzy' 'kęs' . Nie chcę ich już. Chcę by jedzenie było jedzeniem, świadomym aktem. Chcę posadzić siebie na tyłku. Do tej pory było to tylko chceniem jednak dzisiaj dużo nad tym myślałam. I to wystarczyło, że ułożyłam sobie to w głowię. Że odłożyłam produkty po które łatwo mogę sięgnąć na najwyższe półki, by rączka nie mogła o nie zachaczyć przy robieniu herbaty.


Ekscytowałam się rowerem, dzisiaj patrze na konto a tam 260 zł do zapłaty. Źle przypięłam rower (to ten miejski) i naliczyło mi taką opłatę jakbym go cały czas używała.
Ekscytowałam się pizzą dziś boli mnie brzuch po ilości nabiału, które na niej był.
Ekscytowałam się badaniami, w których mogę wziąć udział, dziś dowiedziałam się, że prowadząca to po prostu.. niezła kosa.


A najgorsze. Spędziłam poranek w łóżku do 14 płacząc z chłopakiem. Zaczęło się od tego, że nie miał humoru. Ostatnio często to się zdarza. Nalegałam by mi powiedział dlaczego. Powiedział mi że to przeze mnie. Że czuję, że jest dla mnie balastem, że równie dobrze mogłoby go niebyć i bym była szczęśliwa. Tak nie jest. Chodziło głównie o wakacje, ja chcę zostać w mieście w którym studiuję, on myśli nad powrotem do rodzinnego. Nie widywalibyśmy się często. Teraz też jeździmy do siebie bo mamy ponad 200km, ale wtedy doszłaby praca itp, byłoby naprawdę ciężko. Mimo wszystko szkoła i praca jest dla mnie priorytetem, chcę się rozwijać, ale po za tym potwornie nie chcę wracać do domu, wy wiecie dlaczego, problemy rodzinne itp. Co do mojej oschłości którą też mi wytknął, wytłumaczyłam mu że ja po prostu mam spore problemy na tle emocjonalnym i bardzo ciężko mi wyrazić swoje emocję.  Postanowiłam, że 'zespowiadam' mu się z całego zła, które mnie spotkało. Nigdy nikomu się tak nie zwierzyłam. Na szczęście zrozumiał to, powiedział, że mogę na niego liczyć i że absolutnie nie mogę wracać do domu. Czuję, że będzie dobrze. Pozostaję tylko kwestia ' szkoda, że Ty jesteś dla mnie najważniejsza, ważniejsza od wszystkiego innego a ja dla Ciebie jestem tylko ważny'. Gdyby wiedział, że jest 'AŻ' ważny. Choć fakt, nie na tyle bym poświęcała dla niego siebie. O nie nie.. Pewnie sobie teraz myślicie jaka jestem okropna. Że jestem okropną egoistką. Tak, to chyba okropne, tak jestem egoistką. Ale jak pisałam wszystko wokół się zmienia, a to co mam w głowie zostanie. Mam tylko siebie. Mimo wszystko będę myśleć jak to wszystko pogodzić, znaleźć kompromis. Zależy mi na nim. Ale nie na tyle by kierował moim życiem.


Nie wiem czemu wam o tym mówię ? Może dlatego, że ten blog jest trochę moją duszą. Ja raczej nie lubię się nikomu żalić i 'jęczeć'. Trudno mi tak w prawdziwym życiu i właściwie to nie mam komu. A jak już mam komu to te osoby są wystarczająco szczęśliwe lub zaabsorbowane swoimi problemami, że i tak im to jednym uchem wleci a drugim przeleci.


Buziaki kochane.


piątek, 12 maja 2017

#43 Niskokaloryczne produkty, które ratują mi tyłek.

Hej kochane !

Wczoraj:
  • 4 jabłka
  • 5 was z vege pastą kanapkową
  • 2 kajzerki z serem (fit gouda ma 30kcal na plaster, ale smaczne jest tylko na ciepło..)
  • sok pomidorowy
  • trochę masła orzechowego
sport: ABS challenge
kcal: 900/900
PS:  Dzień ok, trochę podjadałam. Ostatnio ciągle jestem głodna. Niestety zrobiło mi się słabo podczas ćwiczeń. 

i dziś:
  • banan
  • belvita opakowanie ciastek
  • curry z tego przepisu + ryż i sałatka
  • trochę masła orzechowego
  • trochę kuleczek czekoladowo-kokosowych ala bounty
  • kajzerka z pastą wege i serem 
sport:  ABS challenge, bieganie 
kcal: 1100/700
PS: Wiem, limit przekroczony i to o 400 kcal. Było to jednak zamierzone. Rano dalej było mi słabo. Nie mam wyrzutów sumienia, dzień żółty.


Z boku bloga dodałam rozpiskę z ćwiczeniami. Zaczęły one być dla mnie tak ważne jak dieta więc zasługują na wyróżnienie. Wypełnianie kwadracików będzie też dla mnie zachętą, podobnie jak kolorowanie dni diety.


Jak już pisałam ostatnio postanowiłam, że posty będą trochę bardziej tematyczne. Dzisiaj chciałabym wam przedstawić kilka moich dietowych kół ratunkowych czyli produktów (naprawdę!) niskokalorycznych i ratujących życie w najgorszych momentach.
Niestety, nie ma tak pięknie. Większość z tych produktów jest dosyć chemiczna i niezdrowa . Na codzień nie jem takich rzeczy, pewnie jak większość z nas. Jednak w tym trudnym okresie jakim jest dieta pozwalałam sobie sięgnąć czasami po takie zakazane rzeczy. Kolejność całkowicie przypadkowa. Jeżeli chodzi o dostępność zwykle kupuję w tesco lub kauflandzie. Czasem carrefourze więc w tych miejscach na pewno to wszystko znajdziecie.
  • oshee vitamin water zero - 0,4kcal na 100ml. Smaczna, aczkolwiek smak słodziku dość mocno wyczuwalny, opakowanie 555ml.
  • oshee ice tea zero - smaczna, tutaj nie ma już aż tak chemicznego posmaku. Alternatywa dla ice tea bez kalorii firmy nestle lub lipton, które nie wiem czy dalej są dostępne w sklepach.  (produkty oshee, zwłaszcza te zero są trochę trudno dostępne, jednak zawsze spory wybór jest w tesco)
  • cola zero - tego chyba nie trzeba tłumaczyć, nic tak nie niszczy zębów i żołądka zapycha jak cola! 
  • tiger zero - kopie lepiej niż zwykła, słodzona wersja. Dla mnie tej firmie udało się najlepiej zimitować smak 'klasycznego' energetyka. Dobry jest też z firmy alevel. Najmniej smaczny jest dla mnie monster zero. 
  • ryż/makaron shiratake - Makarony bez kalorii istnieją. no dobra, może wpadnie jakieś 30kcal na paczkę w zależności od firmy. W smaku są trochę dziwne, cena bardzo wysoka ( na allegro 5zł, w sklepach ok 10 za opakowanie)
  • po prostu jabłka - z jabłkami to niestety loteria, albo mnie zapchają albo wręcz przeciwnie sprawią, że żołądek będzie w dalszym ciągu domagał się jedzenia.
  • błonnik (ja używam babki płesznik i jajowatej) - zalewamy wrzątkiem i mamy gotowy kisiel, który nie kosztuję miliony i nie jest wzbogacany żadnymi dodatkami. Faktycznie pęcznieje w żołądku i niszczy głód
  • mleko kokosowe (alpro) lub kokosowo-ryżowe (koko) - takie mleka mają ok 20-25 kcal na 100ml. Mi bardzo smakują, niestety cena ok 9-12 zł w zależności od sklepu nie zachęca do częstego kupna. 
  • kasza jaglana - ta z kolei jest bardzo tania. Szklanka ugotowanej kaszy to około 180kcal. Nie jest to może najmniej ale naprawdę syci. Można ją przyrządzić na obiad np z dodatkiem warzyw na patelnie i bez użycia tłuszczu i tak mamy obiad - ok 250kcal. Lub na słodko w postaci tzw jaglanki np z owocami. 
  • popcorn - mała szklanka to tylko 30kcal. O wiele lepsza alternatywa na spotkaniach towarzyskich niż czipsy. Oczywiście trzeba uważać na te smakowe np maślane, serowe czy karmelowe. 
  • kisiel do kubka - w zależności od firmy, szklanka ma ok 100-200kcal. Kisiel działa trochę jak błonnik. Ja bardzo lubię te z frugo choć nie jem ich często.
  • gorący kubek (saszetki ) - po to niestety sięgam (za!) często, zwłaszcza gdy mam sporo czasu do obiadu a mnie już męczy głód. Smaki najmniej kaloryczne które w porcji mają ok 50kcal to kurkowa, ogórkowa, borowikowa. Nisko kaloryczny jest też barszcz i pomidorowa (65). Fajna alternatywa dla zupek chińskich gdy mamy chęć na coś chemicznego, ale...
  • zupka chińska pho vifon - też jest mało kaloryczna, 43kcal na 100gr. Warto zerknąć na ten post, bo mówimy tutaj o masie gotowego dania a nie paczki.
  • woda z cytryną i cynamonem - po prostu. Nic tak nie zapełnia jak litr wody z cytryną. A jakie to zdrowe! Cynamon dodaję dla złagodzenia smaku, choć ma też wiele właściwości pro zdrowotnych. (tak piszę o zdrowiu po tym jak 'zrecenzowałam' zupkę chińską..)
  • wafle jumbo - 50kcal na sztukę. To sporo jak na wafle, ale za to jakie wafle. Te serowe smakują dokładnie jak serowe cheetosy a o wiele bardziej sycą. Smak fromage smakuję jak chipsy lays fromage. Paprykowe też są smaczne. (Trudno dostępne! Ale zwykle są w carrefourze)
  • wasy - moje odkrycie. Błogosławieństwo i przekleństwo. Jestem człowiekiem kanapko lubnym i nie mam chęci (ani serca) z kanapek zrezygnować jednak zawsze szkoda mi było 'wydać' 160kcal na 2 kromki chleba. Popularne tekturki, np te z serii 'lekkie' mają ok 20kcal w kromce. Bardzo duży wybór. Mieszkam też sama i dla mnie to dobre rozwiązanie, bo otwarty chleb szybko by mi się popsuł, a wasy mogą leżeć i leżeć. Oczywiście mogę kupić też bułki ale po za..
  • kajzerki wieloziarniste - po za tymi bułeczkami trudno mi znaleźć coś równie mało kalorycznego. Te mają ok 100-120 kcal w sztuce. Chyba Kimi wspominała o tych lidlowych, jednak znalazłam je w większości supermarketów i zgaduję, że to praktycznie to samo.
  • serek wiejski lekki - ma ok 80kcal/100gr. Nie jest to najmniej jednak te normalne serki mają ponad 100kcal. Syci.
  • ser fit gouda hochland - o tak. Staram się nie jeść nabiału trochę ze względów etycznych a trochę przez moją nietolerancje nabiału jednak okazjonalnie jak mam okropną chcicę na tosty u chłopaka, to kupuję ten ser który ma tylko 30kcal na plasterek. Smakuję dobrze tylko na ciepło, na zimno nie ma smaku.


Jeszcze raz podkreślę, że to nie są produkty, które powinnyśmy jeść na codzień. Przetworzone jedzenie nie żywi nas. Ale wiadomo jak to jest. Bywają gorsze dni.


A więc co u mnie ? Chyba dobrze.  Pogoda powoli dopisuję choć nie zapeszam. Odważyłam się coś zrobić i najprawdopodobniej będę wiedziała w poniedziałek co z tego będzie. Na pewno dam wam znać i trzymajcie proszę za mnie kciuki ! Bo to mega ważne. Ja za to trzymam kciuki za maturki, w dalszym ciagu. Dzisiaj była biologia, przeglądałam arkusz  w internecie i bardzo mi się podobał, kto wie gdzie bym była teraz gdyby taki mi się trafił. Chociaż łatwo mówić, stres itp robi swoje. Pisałam biologie dwa razy. Za pierwszym razem miałam jakieś 20% więcej niż byłam pewna, że będę mieć. Za drugim razem jakieś 20% mniej niż myślałam. Klucz.. Brr, cke.  Więc nie ma co się martwić na zapas bo to nigdy nie wiadomo. (Alka, patrzę na Ciebie!) U mnie jak zwykle paplanie o nauce, ale wiecie co w końcu zaczynają mi się jakieś zaliczenia, więc będzie się działo. Ale mnie to cieszy. Po za tym w dalszym ciągu pracuję nad swoją głową, tablica marzeń już wisi nad łóżkiem. Socjalizowanie powolutku idzie do przodu. Dzisiaj nawet koleżanka zaprosiła mnie na bieg z przeszkodami, który odbędzie się w niedzielę. Śmieje się do lubego, że na jakieś wyjścia do pubu mnie nie zapraszają tylko na bieg bo na to nikt nie chcę iść..
Ale jutro... Oj jutro kotki idę na konferencję o zaburzeniach odżywiania.. Więc wiecie o czym będzie następna notka, będę uparcie wszystko notować. 
Ostatnio jestem ciągle głodna ale troszkę się zapętliłam. Czasami po coś sięgnę na szybko a później nie mam kalorii na normalny posiłek. Albo na odwrót, nie jem normalnego posiłku, żeby móc sobie coś 'skubnąć'. Od jutra zaczynają się jednak w miarę normalne limity dochodzące do 1300kcal więc liczę, że będę już dokładniejsza w kalkulacjach i wytrwam ten ostatni już mam nadzieje miesiąc.


I to tyle słonka :) Dajcie znać jakie są wasze produkty, które ratują wam tyłek w gorszych momentach czy na codzień, fajnie by było podzielić się takimi informacjami. 
Buziaki <3
Chyba dzisiaj mija jakieś 2 miesiące bloga, a czuję się jakbym była tu z wami z 2 lata..